poniedziałek, 16 marca 2015

Polish your English szybko i bezboleśnie (bez wychodzenia z domu).

Będzie niespodzianka, na początek, żeby nie było nudno.

Jak zauważyliście na blogu pojawił się nowy dział: Samodoskonalenie. (Jeżeli nie zauważyliście to Was namawiam, żebyście się przyjrzeli ;)) Będę w nim opisywać moje sposoby i pomysły na to jak się rozwijać zawodowo, sportowo, duchowo. Jakie umiejętności warto nabyć, czego się uczyć, co robić w wolnym czasie, bo nie ma nic gorszego niż stanie w miejscu. Od zastoju gorsze jest chyba tylko uwstecznianie się, chociaż czasem jedno z drugim idzie w parze. Generalnie, w tym dziale zaserwuje Wam taki lajfstajlowy  misz masz, który będzie miał za zadanie motywować i zachęcać do działania.

Na początek wzięłam na tapetę naukę języków, a konkretnie naukę angielskiego. Języka, którego uczę się de facto całe życie i nie mogę przeskoczyć pewnego poziomu ( B2 jak mniemam). Irytuje mnie to niezmiernie, że tyle lat nauki poszło jak psu w dupę.

zaciesz.eu
Ponieważ nie mogę sobie teraz pozwolić na kilku czy kilkunastomiesięczny wyjazd za granicę, żeby się angielskiego w końcu nauczyć, postanowiłam  kształcić się w domu.
Do sprawy podeszłam metodycznie. Zanim rzuciłam się na wszystkie dostępne książki, zadałam sobie pytanie w jaki sposób chcę się uczyć.


Ponieważ jestem sknerą, o czym pisałam już tutaj, postanowiłam ograniczyć koszty mojej nauki do niezbędnego minimum. Wykluczyłam więc, przynajmniej na jakiś czas, szkołę językową i skupiłam się na innych dostępnych metodach, które zbytnio nie obciążałyby mojego budżetu.
Cenię sobie wygodę i nie lubię marnować czasu, dlatego chciałam się uczyć w każdej wolnej chwili. Nie tylko w domu, ale i w podróży. Nie wyobrażałam sobie jednak,  że mogłabym nosić kilogramy książek w torebce i czuć się komfortowo. Skończyłoby się to zapewne skrzywieniem kręgosłupa, albo wyciągniętymi rękami jak u małpy. Słaba perspektywa. 

Kiedy znałam już swoje priorytety, zaczęłam szukać darmowych/tanich, wygodnych, ciekawych i co najważniejsze skutecznych metod nauki angielskiego. Oto co znalazłam:

Busuu - Nauka angielskiego online. Tego mi było trzeba. Busuu to internetowa platforma, która daje możliwość nauki 12 języków od podstaw aż do poziomu B2. Materiał do nauki został podzielony tematycznie na kilkadziesiąt lekcji. W ramach każdej nowe słówka i zagadnienia gramatyczne. Do tego ćwiczenia pisania i wymowy, sprawdzane przez innych członków społeczności - native speakerów. Najważniejsze funkcje platformy (słownictwo, ćwiczenia pisania, możliwość rozmawiania z innymi użytkownikami Busuu) są darmowe. Za gramatykę, powtórki poszczególnych lekcji czy materiały video musimy zapłacić wykupując dostęp premium. Ja korzystam z opcji darmowej, głównie po to by uzupełnić słownictwo i ćwiczyć pisanie, i czytanie. W podróż Busuu też się nadaje, a to dzięki aplikacji mobilnej na androida, którą można pobrać tutaj.
Źródło: www.colorfulmedia.pl
English Matters - Zawsze lekcja angielskiego w szkole kojarzyła mi się z czytaniem niezbyt ciekawych i zdezaktualizowanych tekstów z wielkich i ciężkich podręczników, które doskonale sprawdzały się w szkolnej rzeczywistości jako broń dużego kalibru. Można było jeszcze taki otwarty podręcznik postawić na ławce i spać w najlepsze. Ochrona przed wścibskim wzrokiem nauczyciela gwarantowana. Szukałam więc, książki/czasopisma do nauki angielskiego, oferującego ciekawe i przede wszystkim aktualne teksty, które nie będzie ważyło tony. Tak trafiłam na English Matters, dwumiesięcznik wydawany od 2006 roku (że też wcześniej o nim nie słyszałam!). Dla mnie genialne rozwiązanie, ponieważ dzięki tekstom pisanym po angielsku mam możliwość uczyć się języka w najprzyjemniejszy z możliwych sposobów, a  ponadto być na bieżąco z tematami aktualnie popularnymi w Wielkiej Brytanii czy innych krajach anglojęzycznych. W magazynie znajdziemy artykuły o tematyce lifstajlowej, kulturalnej czy podróżniczej. Autorzy poruszają też zagadnienia gramatyczne i językowe. Pod każdym tekstem znajduje się lista przetłumaczonych, trudniejszych słówek. Dodatkowo mamy możliwość odsłuchania niektórych artykułów w formacie mp3. Nagrania są do pobrania na stronie wydawcy czyli Colorful Media. Co jakiś czas ukazują się również tzw. wydania specjalne magazynu, w całości poświęcone konkretnej tematyce np. kuchni, modzie, sportowi czy  filmowi. Podoba Wam się? Zapytacie pewnie gdzie kupić English Matters. Znajdziecie je w m.in w Empiku, Relay, Inmedio czy księgarniach językowych. Ja skorzystałam jednak z prenumeraty, bo nie chcę przegapić żadnego numeru. W tym wypadku nie sępiłam i wydałam coś koło 50 zł na roczny abonament. Jeżeli szukaliście czasopisma językowego na wysokim poziomie, English Matters będzie dla Was idealnym rozwiązaniem. Jeżeli dodatkowo interesujecie się tematyką biznesową, finansami, możecie sięgnąć po Bussiness English Magazine, także od Colorful Media. Ja się nie interesuję więc nie  korzystam, ale Was zachęcam.

Easy English - Magazyn który łamie wszystkie kryteria, którymi się kierowałam przy wyborze materiałów do nauki. Magazyn dość wiekowy, bo wydawany pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Kolejne numery czasopisma zebrane i wpięte są w opasły segregator, który nie nadaje się w żaden sposób do zabrania w podróż. Mimo tego, że nie mam wszystkich numerów, lubię się z niego korzystać. Teksty pierwotnie nagrane na kasetach magnetofonowych, zgrałam na mp3 i słucham z przejęciem opowieści o Spice Girls albo o młodym, świetnie zapowiadającym się piłkarzu Davidzie Beckhamie. Jeżeli też tak chcecie, Easy English  można jeszcze kupić z drugiej ręki na Allegro albo Olx.

Poza tym, że korzystam z ww. materiałów, staram się "otoczyć" językiem, najbardziej jak to możliwe. Przerzuciłam się na oglądanie anglojęzycznych filmów z napisami zamiast lektora, czasami oglądam CNN, choć nie powiem, żeby sprawiało mi to jakąś gigantyczną przyjemność. Nie rozstaję się z moim odtwarzaczem mp3, przy każdej pracy nie wymagającej słuchania, wkładam słuchawki i zapodaje sobie teksty o Dejwidzie czy innej Britnej. 

Po ponad roku tego typu nauki przekonałam się, że sposób naprawdę działa. Poszerzyłam słownictwo i przekonałam się, że dzięki słuchaniu materiałów w mp3, więcej rozumiem z tego co usłyszę w radiu czy telewizji. Samodzielna nauka w domu nie musi być zła, nie musi być gorsza od innych sposobów. Wystarczy odrobina dobrych chęci i samozaparcie. Zobaczycie, że efekty będą Was napędzać do jeszcze większego wysiłku i będziecie mogli sobie napisać w Cv: angielski - biegły mowie i piśmie.

A jak Wy szlifujecie swój angielski? Macie swoje sprawdzone sposoby? Jak podoba Wam się nowy dział? Jakich języków się uczycie, z czego korzystacie? Komentujcie!
A tymszasem: Let`s polish our English!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz