piątek, 13 marca 2015

PRZEŚWIETLENIE - Próbki, próbeczki i Everydayme - żer dla testowaczy.

Jestem sknerą. Tak, przyznaję się. Lubię brać i dostawać za darmo (nie w mordę), ale rzeczy różne za darmo dostawać lubię. Dawać za darmo lubię mniej, ale czasami przewiduję w tej kwestii odstępstwa. Z resztą kto czegoś dostawać za darmo nie lubi. Widzieliście kiedyś obdarowanego stosem prezentów solenizanta, który powiedział: "Wiecie - nie lubię dostawać prezentów. Zabierajcie je. Jest mi smutno"? Nie, bo to nierealne, albo solenizant upadł na głowę. 
Ponieważ z moją głową jest w miarę OK, przynajmniej jeżeli chodzi o kwestię prezentów, zarejestrowałam się na stronie Everydayme i postanowiłam zamawiać i testować produkty P&G wszelkiej maści, za darmo oczywiście, bo tak tylko lubię.
W związku z tym, że konserwacja domowych powierzchni nie jest mi obca, mycie i pranie też nie. Cieszę się jak prosię w deszcz z każdej próbki płynu, proszku, kapsułki czy innego cuda, którą mogę poddać najcięższym próbom.
 Chwaliłam się już tutaj, że dostałam próbki kapsułek do prania Ariel i płynu do mycia naczyń Firy. Pełna zapału przystąpiłam więc do eksperymentowania z kapsułkami. Nigdy wcześniej tego wynalazku nie używałam, bo wydawał mi się za drogi. 35 zł za 30 szt. to wydatek, na który się dotąd nie zdecydowałam.
Cena zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie, że myślałam, że moja magiczna kapsułka rozprawi się z brudem na moich ubraniach niczym Wprost z Kamilem Durczokiem. Zostanie po nim tylko smutne wspomnienie (po brudzie). Tym bardziej, że kapsułka była 3 w 1.
Wrzuciłam więc ją do pralki w towarzystwie moich średnio i lekko zabrudzonych ubrań i czekałam na niesamowite efekty. Efekty były rzeczywiście, ale dla mojego nosa. Przyjemny zapach górskiej wiosny (mountain spring) roznosił się po mojej łazience tak intensywnie, że na kilka dni poszedł w odstawkę nawet Brise. Były to jednak jedyne cudowne rezultaty, jakie zafundowała mi kapsułka Ariel. Moje lekko zabrudzone ubrania były uprane i odświeżone, a średnio zabrudzone były pachnące i  nadal brudne, widać to było szczególnie na skarpetkach. Porażka. Nawet Zygmunt Chajzer potrafi prać lepiej. 
Niepocieszona, chcąc jak najszybciej poprawić sobie humor, wzięłam w swoje ręce próbkę płynu Fairy i potraktowałam nim swoje talerze. W tym przypadku również byłam pewna dobrych efektów, z tą różnicą, że się nie zawiodłam.
Źródło: Everydayme
Płyn jest wydajny, skuteczny i pachnie w miarę znośnie. Czymś co przypomina zapach cytryny. W ogólnym rozrachunku sprawdza się bardzo dobrze. Stwierdzam to nie na podstawie 30 ml próbki, a na kilkunastu butelkach płynu, które zużyłam już wcześniej.
Podsumowując. 
- Jeżeli chcecie otrzymywać do testowania próbki produktów P&G całkowicie za darmo, zapiszcie się do Everydayme. (Obecnie można zamówić także m.in. płyn do prania Lenor, który również już otrzymałam).
- Jeżeli zależy Wam na czystych naczyniach, niedrogim i wydajnym płynie, wybierzcie Fairy.
- Jeżeli zależy Wam na kapsułce, która nie dopierze Waszych ubrań, ale nada im ładny zapach, zdecydujcie się na spory wydatek i kupcie kapsułki Ariel. 
Będziecie zadowoleni...albo zastanówcie się dwa razy:)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz